Kask i deska nie idą w parze?

Kask? Nie zakładam, bo głupio wyglądam.

To zdanie jest chyba najczęściej słyszane wśród młodych ludzi. Bo przecież co mi się może stać.. W każdym sporcie ochrona jest bardzo ważna, rodzice i trenerzy uczulają. We wszystkich szkółkach, czy to longboardowych, lub nawet rolkarskich kask jest obowiązkowy. Jest powód,aby się martwić.
Jest masa kompletnie niepotrzebnych kontuzji. Najgorsze są te, które kończą się długim pobytem w szpitalu. Tego chcemy unikać, zwłaszcza w naszym sporcie, który tylko z pozorów jest bardzo łatwy. W rzeczywistości to bardzo niebezpieczna dyscyplina, może nie tyle przy samej jeździe z punktu A do punktu B(choć i tu zdarzają się niespodziewane wypadki), co przy slajdowaniu, dancingu już bardziej się narażamy. Już nie mówiąc o downhillu gdzie już na trasie dla początkujących na Izdebki Camp (więcej tutaj) przy ponad 70km/h obowiązuje nas profesjonalny kask fullface, a nie zwykły kask typu „orzech”.

Z autopsji wiem, że jazda na longboardzie bez kasku w środowisku riderów nie jest dobrze odbierana. Chodzi tu o pewnego rodzaju odpowiedzialność, bo to my uczymy się nawzajem i musimy się o siebie troszczyć. Kiedy wybierałam się na pierwsze spotkanie od razu dostałam wiadomość „bez kasku nie chce cię widzieć”. To była spora motywacja i dwa dni później już miałam swój kask, z czego jestem bardzo dumna, bo o ile wcześniej nie przywiązywałam do tego aż tak wielkiej wagi, teraz wiem, że bez niego się nie ruszam.
Niestety choć nie wiadomo jak super pewnie możecie czuć się na desce zawsze może wydarzyć się coś przez co nie opanujecie jej i po prostu wyłożycie się z wielką siłą na asfalt, ot kamyczek chociażby. Możecie w ten sposób nabawić się wielu urazów, ale też pozostaje trauma. Strach przed kolejnym upadkiem może tak was przyhamować, że nie wejdziecie już na deskę i nie rozpędzicie się bardziej niż 20km/h.

Piękni chłopcy w kaskach
Grupa z Longboard Poznań

Jeśli nie zależy wam na waszych kolanach, łokciach, ramionach, kostkach, żebrach, kości ogonowej… To przynajmniej starajcie się jeździć z głową! Oczywiście w kasku!

Jeździć każdy może.

Nie mam dobrych warunków, nie mam dobrego sprzętu,nie mam jak jeździć, nie ma kto mnie uczyć.

Wiele osób ma właśnie takie wymówki. Bo widzieli, że to tak fajnie wygląda, też by tak chcieli jeździć, ale zapał szybko mija.
Otóż nie potrzeba wiele, żeby szybko robić postępy. Wystarczy mieć tak naprawdę cokolwiek co jeździ, już wtedy czujesz, że to jest to w czym możesz się sprawdzić. Markety oferują nam wiele różnego rodzaju desek, od fishek po longboardy. Niestety nie jest to sprzęt dobrej jakości, najczęściej producenci oszczędzają na precyzyjnych truckach i dobrych łożyskach czy bushingach. Jednak do samej nauki są właśnie warte swojej ceny. Prawda jest taka, że tak czy tak się rozwalą, niestety nauka łączy się z częstymi upadkami, uderzeniami w krawężniki.. To bardzo boli nas jak i deski.

Dlatego za niecałe 300 zł możecie zaopatrzyć się w longboard, który poprowadzi was w niesamowitą przygodę.
Zaczynając ją wyjdźcie po prostu przed dom, nie trzeba szukać daleko. Niezbyt dużo uczęszczana ulica z asfaltem bez dziur spokojnie wystarczy, tam możecie spokojnie stawiać pierwsze kroki i odepchnięcia. Łapcie balans i równowagę, a z każdą minutą jazda będzie coraz przyjemniejsza.

W wielu miastach, w którym stworzyły się longboardowe grupki narodziła siętradycja organizowania Longboardowych Tłustych Czwartków(LTC). Co tydzień w czwartki riderzy spotykają się i tam przeważnie omawiają różne nowości techniczne i wydarzenia z całego świata, później zatracają się w ćwiczeniu nowych technik i uczeniu się nawzajem. To bardzo dobra okazja dla nowicjuszy,  żeby szybko wbić się w bardzo dobrą ekipę, posłuchać o tym co warto kupować, a co nie, na czym warto jeździć, a co omijać. No i oczywiście, żeby podchwycić nowe rzeczy. Istnieje masa poradników w formie artykułów jak i filmików, ale należy pamiętać, że każdy ma swoje czucie deski i trzeba po prostu poznać zasadę jak działa dany trick. Pod okiem ludzi doświadczonych możecie łatwo wyłapać co robicie źle. Czasami wystarczy po prostu szerzej rozłożyć nogi..

Kiedy longboardowe tłuściochy będą już za wami to rozkłada się cały wachlarz innych wydarzeń i spotkań organizowanych na terenach różnych miast. Niedawno rozpoczęliśmy sezon organizując 4 edycję Push The Spring.
W tym roku dodatkowo urozmaicone City Push’em! Przejazd ulicami Warszawy w ramach promowania alternatywnego środka transportu. Tylko czekać aż zostanie zorganizowany w innych miastach.

Dla bardziej wytrwałych zawodników mamy do zaproponowania Izdebki Camp. Idealna pora na spróbowanie swojego pierwszego downhillu. Dla początkujących na pewno niesamowita dawka wrażeń. Ahhh ta adrenalina! Po takich zjazdach wasze życie nabierze innego toku. Oczywiście event organizowany tylko dla odważnych i dobrze przygotowanych pod względem ochrony.

Każdy może jeździć. Różnorodność longboardów
City Push- Przejazd ulicami Warszawy 2017

Dobrze szukajcie w swoich miastach! Na pewno znajdzie się wspaniałe miejsce, gdzie będziecie jeździć latami, spotka was coś ciekawego gdzie odnajdziecie swój styl i poznacie długoletnich longboardowych znajomych, którzy nie raz wam pomogą w rozwijaniu zajawki.

Longboard- niby zwykłe drewno

Longboard w Polsce ostatnimi czasy jest coraz bardziej popularny.

 

Od zawsze na ulicach widziano „skejtów”, ludzi wyczyniających na deskach coś co w głowie się nie mieści, wszelkie rampy na osiedlach były okupowane przez okolicznych deskorolkarzy. Jednak stosunkowo niedawno pojawiło się coś nowego- longboard.

longboard pintail
Deski do cruisingu

Longboard zrewolucjonizował nasze społeczeństwo, coraz więcej osób, nie tylko młodych, które szukają pasji, zaczęło „przesiadać się” na dłuższe deski. Chodzi tu o wygodę chociażby w przemieszczaniu się z punktu A do B. Większy kawałek drewna, większe koła, większa stabilność. No i ogromna zabawa. Dawka adrenaliny, którą daje szybki zjazd ze stromej górki też jest niczego sobie. Mamy niesamowity wachlarz rzeczy, które możemy robić na longboardzie. Cruising, carving, sliding, downhill,freeride, dancing. Każdy znajdzie coś dla siebie. Od mniej ekstremalnej wersji po bardziej. Warto spróbować każdego stylu, gdyż może wam się wydawać, że dancing nie jest wart uwagi, ale ludzie, którzy skaczą i cross stepują w rytm muzyki na ponad metrowym kawałku drewna wyglądają bardzo efektownie.
W świecie longboardzistów krąży takie zdanie: ” Do dancingu i freeride’u trzeba wiele zaangażowania i zajawki, do downhillu wystarczy mieć jaja”. Jest to fakt, że trzeba mieć silne nerwy, aby zjechać ze stromej trasy, gdzie średnia prędkość zamyka się w przedziałach 70-90 km/h.

Ewolucja tego sportu jest bardzo szybka, twórcy longboardów co roku spełniają przeróżne oczekiwania riderów, wprowadzają nowe technologie, ulepszają sprzęty. Jeśli chodzi o Polską produkcje to spokojnie może ona konkurować z zagranicznymi firmami. W Europie jesteśmy już rozpoznawalni chociażby przez marki Alternative Longboard i Luca Longboard. Moim zdaniem warto wspierać nasz rodzimy rynek. Chłopcy od nas robią wspaniałe deski, z super grafikami. Wkładają w to mnóstwo pasji, jest z nimi dobry kontakt przez co spełniają każde wymagania przy wypuszczaniu nowego setup’u. Kupując polskie blaty na pewno nie idziecie w ciemno, więc nie zastanawiajcie się długo! Żebyście nie przegapili wspaniałej okazji.

Parę porad i uwag z longboardowego życia i świata